WIADOMOŚCI

Sainz i Bottas skomentowali narastający konflikt w Ferrari
Sainz i Bottas skomentowali narastający konflikt w Ferrari © Cadillac

Po wątpliwej decyzji strategicznej w Holandii i kontakcie między kierowcami we Włoszech Ferrari nie może już ukryć narastającego napięcia między Lewisem Hamiltonem i Charlesem Leclerkiem. O tę sytuację zapytani zostali ich byli zespołowi partnerzy, Carlos Sainz i Valtteri Bottas.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Sainz, który przez cztery sezony był zespołowym partnerem Leclerca w Ferrari, uważa, że spięcia pomiędzy kierowcami walczącymi o najwyższe pozycje są czymś nieuniknionym. Hiszpan podkreślił jednak, że kluczowe jest rozwiązanie takich sytuacji między samymi zawodnikami.

"Mogę wam jednak powiedzieć, że kiedy masz dwóch konkurencyjnych względem siebie kolegów z zespołu, tego typu sytuacje zawsze będą się zdarzać. Ja z Charlesem mieliśmy takie sytuacje zawsze dwa, trzy razy w roku. Zawsze dochodziło między nami do jakiejś dyskusji czy kłótni. Ale po wyścigu albo następnego ranka dzwoniliśmy do siebie i wszystko sobie wyjaśnialiśmy."

Według Hiszpana rywalizacja wewnątrz zespołu jest naturalną częścią ścigania, szczególnie gdy obaj kierowcy mają realną szansę na walkę o zwycięstwa i podia.

"Myślę, że to normalne, kiedy walczysz o podia albo zwycięstwa w konkurencyjnym zespole. Czy to sytuacje w pierwszym zakręcie, walka podczas wyścigu czy kwestie związane ze strategią. Zawsze w pewnym momencie zdarzy się, że jeden z was nie będzie zadowolony ze sposobu, w jaki coś zostało rozegrane, a następnego dnia to właśnie ty możesz zostać potraktowany korzystniej. Zawsze tak to wygląda."

Były kierowca Ferrari nie chciał jednak oceniać sposobu, w jaki obecnie włoski zespół zarządza relacją Hamiltona i Leclerca.

"Nie wiem, jak jest to rozwiązywane obecnie, ale kiedy byłem w Ferrari z Charlesem, zawsze rozwiązywaliśmy takie sprawy między sobą i szliśmy dalej. I tak, dobrze się razem bawiliśmy."

Doświadczenia Sainza z Leclercem różnią się jednak od tych, które z Hamiltonem miał Valtteri Bottas. Fin przez pięć sezonów był partnerem Brytyjczyka w Mercedesie i został zapytany o zasady rywalizacji, jakie obowiązywały między nimi.

Bottas nie zamierzał zdradzać szczegółów ustaleń zespołu.

"Poufne, kwestie zapisane w kontrakcie."

Były kierowca Mercedesa przyznał jednak, że poszczególne zespoły mogą stosować zupełnie różne rozwiązania, a w Mercedesie zasady dotyczące bezpośredniej rywalizacji kierowców były jasno określone.

"Każdy zespół oczywiście działa inaczej. Macie różne zasady. Ale tak, w tamtym okresie było jasno powiedziane, że trzeba ścigać się uczciwie i czysto. W określonych sytuacjach obowiązują pewne zasady, w które nie chcę się zagłębiać. Możecie użyć swojej wyobraźni."

Bottas podsumował swoje doświadczenia krótko:

"Tak po prostu działa ten sport. Czasami wychodzi się na tym lepiej, czasami gorzej. Tak, nie mam już nic więcej do dodania."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

4 KOMENTARZE
avatar
johan24

10.09.2026 23:09

1

0

Czyli jeden nabrał wody w usta, a drugi powiedział co zawsze wiedział. @Karol Runge - gratuluję artykułu o niczym.


avatar
CzujnyObserwator

11.09.2026 05:07

0

3

Bottas tylko potwierdza, że był posłusznym psem w zespole. Te poufne zasady to nic innego, jak ustępować księżniczce. A w razie czego, był jeszcze protokół "Valtteri, it's James". Rosberg w 2016 najwyraźniej mocno skrzywdził księżniczkę, że trzeba było spisywać te zasady w kontrakcie...

I tego samego hamilton oczekuje w Ferrari. Chce być bezwzględnie traktowany lepiej. A najlepiej chce mieć kontrolę nad zespołem, żeby może jeszcze decydować, kto może z nim jeździć.


avatar
MikeHill

11.09.2026 09:08 zmodyfikowany

1

0

Tekst Bottasa o „użyciu wyobraźni” i klauzulach w kontrakcie idealnie podsumowuje jego lata w Mercedesie. Brak jednoznacznej wypowiedzi mówi więcej niż tysiąc słów. Dostał na papierze rolę Wingmana i musiał grać według zasad Toto. Ciekawe, jak z taką strukturą poradzi sobie teraz Ferrari. Czasy Schumiego pokazywały, jak buduje się zespół wokół jednego kierowcy i jak bardzo skrajne skupienie jest wtedy potrzebne, by dowozić tytuły. Gdy w jednym garażu jest dwóch liderów, rzadko kończy się to bez pożaru — Rosberg z Hamiltonem czy Senna z Prostem lub Nigel Mansell i Nelson Piquet to klasyki, a czasem dramaty poza torem na skalę telenoweli :D. Dla widowiska i neutralnego widza to świetny obrazek, ale jeśli kibicujesz konkretnemu kierowcy, zaczyna się prawdziwy rollercoaster emocji. O osobnej presji w garażu stajni nawet nie wspominając, bo tam priorytetem jest po prostu dowiezienie obu bolidów do mety.


avatar
Michael Schumi

11.09.2026 15:06

2

0

@MikeHill  Jeżeli w zespole aspirującym do walki w ścisłej czołówce nie ma podziału na kierowcę nr 1 i 2 ALBO jeżeli w zależności od sytuacji i aktualnych warunków w danym weekendzie wyścigowych jeden z kierowców za wszelką cenę nie chce grać zespołowo to potem rodzą się konflikty i nieporozumienia. Świetnie pokazał to sezon 2007 w Mclarenie. W latach 2014-2016 były tarcia w Mercedesie (kwalifikacje po GP Monako 2014, gdzie Lewis w pierwszej sytuacji gdy przez „błąd” Rosberga stracił możliwość zrobienia szybszego kółka, wyparł się ich przyjaźni; Węgry 2014, gdy Lewis nie przepuścił Nico w końcówce wyścigu, Belgia 2014, gdzie doszło do kontaktu i odpadnięcia Lewisa, USA 2015, gdy Lewis wywiózł Nico na pobocze, Hiszpania 2016, gdy oboje mieli kraksę, czy Austria 2016, gdy Nico próbował wywieźć Lewisa). Wtedy mogli sobie pozwolić na takie rzeczy, bo ich bolid to była rakieta, której żaden team nie mógł zagrozić a i tak wygrywali mistrzostwa ze sporym zapasem. Co innego jednak, gdy ma się gorszy bolid, lecz przy umiejętnej współpracy i maksymalizacji możliwości (a także korzystaniu na błędach/awariach przeciwnika) można posuwać się wyżej w klasyfikacji. Tego obecnie Ferrari nie robi. Przykłady? Ich strategia z Australii, gdzie nie zdecydowali się na na zjazd ich kierowców na zmianę opon w trakcie VSC. Strategia z Austrii, gdzie jechali na 3 pit stopy. W Holandii podobnie - zwlekali z zamianą miejsc i opóźnili zjazdy kierowcom. W kwalifikacjach do GP Włoch Charles nie dał cienia aerodynamicznego Lewisowi, a w wyścigu wypchnął go poza tor. Dopóki nie będzie tam twardych i konkretnych decyzji, tak długo będą mieć burdel.


zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.